O pewnej cienkiej granicy

Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On, usiadłszy, nauczał ich.  Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą dopiero co pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero co pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co powiesz?» Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.  Lecz Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem». I powtórnie schyliwszy się, pisał na ziemi.  Kiedy to usłyszeli, jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta stojąca na środku. Wówczas Jezus, podniósłszy się, rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz»  (J 8, 1-11)

Często widzę w sobie samym takie rozdwojenie. Pomiędzy rzeczywistością grzechu a przestrzeniami łaski. Próbuję stawiać sztuczne granice, mniej więcej w stylu: tu jest Pan Bóg, a tam Go nie ma. Tutaj jest łaska, tam grzech, wszystko jasne, proste i uporządkowane. Z drugiej strony życie i każdy kolejny dzień pokazuje że to nie jest tak że one w żaden sposób się nie stykają lub są bardzo daleko od siebie. Często bywa wręcz przeciwnie.

(…) linia podziału między dobrem a złem przecina serce każdego człowieka (…)  – Aleksander Sołżenicyn

Nie chcę w żaden sposób próbować teraz rozmywać grzechu czy łaski, bo jedno i drugie jest bardzo realne i konkretne. Chodzi mi jedynie o uwolnienie serca od myślenia że grzech to totalna obcość i wyłączenie. Że wtedy Pan Bóg odwraca ode mnie wzrok i nie jest obecny. Bo wcale tak nie jest. On zawsze jest obok, niezależnie od mojej kondycji. Bo On nie boi się mojego upadku czy słabości, to ja przez grzech zaczynam bać się Jego i uciekać jak Adam i Ewa w raju. I właśnie to niszczy moją relację z Panem.

Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami (Rz 5, 6-8).

Przykład cudzołożnej kobiety bardzo dokładnie pokazuje pewną prawdę o Bogu. Nie wiemy jakie było jej nastawienie, czy miała to, co my dziś nazywamy żalem i postanowieniem poprawy. Nie mamy pojęcia co tkwiło w jej sercu. Jezus jasno i konkretnie objawia w sobie miłosierdzie Boga. Dokładnie tą samą, z przypowieści o Synu Marnotrawnym. Ojciec wybiega do syna, obejmuje go i przyjmuje, zanim ten jeszcze skończył swoje wyznanie winy. Bo Jego Miłość zawsze jest pierwsza, zawsze nas wyprzedza i przerasta. I wcale nie chodzi mi o to, że od teraz możemy sobie tak zwyczajnie grzeszyć „bo przecież i tak się nie dzieje”, jeśli stajesz wobec tak wielkiej Miłości, wobec czegoś tak niesamowicie przekraczającego wszystkie ramy naszego pojmowania, to wydaje mi się, że warto zadać jedno, podstawowe pytanie. Może już najwyższy czas żeby pokochać Miłość, zaufać Nadziei i żyć Wiarą?

Modlę się za Ciebie.

Paweł

W tym przejawia się miłość,
że nie my umiłowaliśmy Boga,
ale że On sam nas umiłował
i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy (1 J 4,10)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: