Do ostatniego tchu

Przez dość długi okres mojego dotychczasowego życia jedną z największych jego pasji była, i mogę śmiało powiedzieć, że wciąż jest… koszykówka. Grałem i trenowałem ją „wyczynowo” przez około 5 lat, udało mi się nawet zaliczyć, co prawda bardzo krótki ale mimo wszystko ważny dla mnie, epizod w III lidze seniorskiej. Ale, jak może zdążyłeś i zdążyłaś się już przyzwyczaić, nie o tym chcę dziś pisać. Chodzi mi o to, że koszykówka i życie, a zwłaszcza życie duchowe mają ze sobą wiele wspólnego, przykłady?

W koszykówce musisz mieć zawsze podniesioną głowę, aby widzieć co się dzieje na parkiecie, żeby nie stracić piłki z rąk, a przede wszystkim aby nie stracić z pola widzenia kosza – czyli celu tej gry. Podobnie jest w życiu, jeśli za długo wpatruję się w siebie samego, we własne słabości, bardzo szybko tracę panowanie nad przebiegiem mojego życia, łatwiej mnie wytrącić ze stanu łaski a przede wszystkim cel, czyli życie z Bogiem i wieczność, w „przedziwny” sposób znikają z mojego horyzontu.

Koszykówka jest także sportem drużynowym, nie da się czegokolwiek ważnego wygrać w niej w pojedynkę, choć wielu próbowało. Bardzo podobnie jest w życiu. Drugi człowiek nie zawsze albo może bardzo rzadko jest obok po to by mnie skrzywdzić czy coś mi zabrać ale raczej jest tam po to abyśmy sobie nawzajem pomogli, i razem dotarli do nieba. Bo skoro życie wieczne ma być nieustanną relacją z Bogiem, to warto te relacje trenować już tu i teraz.

W koszykówce niezmiernie ważne są podstawy, wypracowanie konkretnych, drobnych nawyków. Często jest tak, że trzeba oddać kilka tysięcy rzutów na treningu, aby w meczu móc trafić ten jeden najważniejszy. Bardzo podobnie sprawa wygląda w życiu, tak właśnie budują się cnoty, dobre nawyki, cierpliwości, empatii, mądrości i wielu innych nie buduje się w wielkich wyzwaniach, które przychodzą bardzo rzadko, ale podczas codziennej, często żmudnej i męczącej walki z samym sobą.

Może to bardzo odważne porównanie ale z koszykówką jest jak z modlitwą. Tutaj nie da się oszukać, zamarkować pracy, na samym sprycie i talencie nie da się daleko dojechać, trzeba systematyczności, nawet małych, ale codziennych dawek wysiłku. Zabrnę nawet jeszcze dalej, parkiet jest jak Pan Bóg, przyjmuje Cię takiego jakim jesteś, daje Ci wielkie możliwości, i nie pyta o efekt końcowy, ale o to czy chcesz, czy wkładasz w to serce, czy kochasz?

Może warto właśnie dziś wstać z ławki rezerwowych i rozegrać najważniejszy mecz życia? Jesteśmy w jednej drużynie, więc modlę się dziś za Ciebie.

Paweł

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: