Chlebowstąpienie

„Miriam przetarła oczy palcami. Uśmiech powoli znikał z jej twarzy. Poczuła się nieswojo. Ciało jej przenikał zimny dreszcz. Odwróciła się ku drzwiom i chciała wybiec przed dom, ale nie mogła uczynić kroku. Stała nieruchoma. osłupiała i nagle ujrzała w sobie jakieś światło, ale nie było to światło słoneczne, ani światło księżycowe, ani światło lampy oliwnej, ani w ogóle nie było żadnym światłem, gdyż nie było podobne do żadnego światła, i było tylko tym, czym nie było, i tym, czym nie będzie, lecz tym czym Jest. Więc widziała w sobie, jak Ten, który Jest, szedł ku niej z odległo-bliskiej przestrzeni, nieograniczony żadną granicą i wymykający się spod wszelkiego określenia, i tak idąc ku niej, właściwie nie szedł, albowiem był poza wszelkim czasem – stawał się na jej oczach- właściwie nie stawał się, gdyż Ten, który Jest, nie może się starać i tylko, aby ułatwić małej Miriam zrozumienie tego, co się dzieje, upodabniał i naginał swoje działanie, nie tyle do pewnych ziemskich pojęć, ile do form człowieczego języka  i tak stojąc w jej wnętrzu równocześnie kształtował się przed jej oczami jako Wysłannik…”

Bez żadnej wątpliwości to jedna z najważniejszych książek jakie kiedykolwiek przeczytałem- czterotomowe dzieło Romana Brandstaettera „Jezus z Nazarethu”. Wciągnęła mnie już od pierwszych stron. Język, styl, barwność opisu, i przede wszystkim osoba Jezusa Chrystusa – niby znany a tak nowy, niby  już poznany, a wciąż zaskakujący.

„Tymczasem pod sklepieniem Jezusowych dłoni, nieruchomo zawieszonych nad przaśnikami, niewidzialnie uchodził Żywioł Mocy, przenikał w chleb, wcielał się w niego i nasycał go sobą. Z początku trzepotał w chlebie jak przerażony ptak, który nieopatrznie wpadł w sidła, wkrótce jednak oswoił się z ograniczoną okrągłością przaśnika, a oswoiwszy się uspokoił się i począł powoli, cal po calu, wypełniać go sobą, całą jego przestrzeń, i przemieniać ją w pełnię, w doskonałe koło, zajmujące ściśle określone miejsce, a zarazem nieokreśloną nieskończoność. Dokonał Chlebowstąpienia. Stał się Chlebem”

Sam życiorys autora, nawróconego Żyda, pozwala o wiele zrozumieć dlaczego ta książka tak pociąga. Brandstaetter najzwyczajniej myślał, czuł i oddychał Biblią, dlatego też z taką lekkością odsłania całe tło życia i działalności Chrystusa, tworząc z niego niejako spoiwo łączące wszystkie z pozoru niepołączalne fragmenty i dzięki temu maluje w głowie czytelnika niesamowicie fascynujący obraz Człowieka, Boga i Zbawiciela – Jezusa Chrystusa.

„Panowała niezmącona cisza.

Olbrzymi niewidzialny Cień. 

Przesunął się po wierzchołku Golgothy.

Ocienił macierzyńską skałę.

I długą, fioletową smugą.

Spoczął na niej,

Jak ongi

Na zamkniętych powiekach 

Młodziutkiej Miriam”

Książka może z pozoru odstraszać swoim rozmiarem, gdyż łącznie ma ona ok. 1500 stron. Nie bez przyczyny podejmowano staranie aby Brandstaetter otrzymał za nią literacką nagrodę Nobla, co przerwała niestety  Jego śmierć.  Ale nie ma się co temu dziwić, to swoiste opus vitae  – dzieło Jego życia, wiary i modlitwy.  Dlatego uważam że warto choć raz, „na spokojnie” – rozdział po rozdziale przeczytać tą książkę. Być może chwalę się tu zbytnio, ale mi udało się to już dwa razy i nieustannie mam pragnienie by wracać do niej po więcej, do czego i Ciebie zachęcam.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: