Odrobina realizmu

Tego dnia, tak bez przyczyny, postanowiłem trochę pobiegać. Pobiegłem do końca drogi, a kiedy tam dotarłem, pomyślałem, że pobiegnę na koniec miasta. A kiedy tam dotarłem, pomyślałem sobie, że przebiegnę przez hrabstwo Greenbow. A skoro dotarłem aż tak daleko, dlaczego miałbym nie przebiec przez cały stan Alabama? Tak właśnie zrobiłem. Przebiegłem przez Alabamę. Bez żadnego powodu. Po prostu biegłem dalej. Dobiegłem do oceanu. Pomyślałem, że skoro przebiegłem taki szmat drogi, to równie dobrze mógłbym zawrócić i biec dalej. Kiedy dotarłem do drugiego oceanu, pomyślałem, że skoro jestem aż tutaj, to mógłbym równie dobrze zawrócić i biec z powrotem. Kiedy się zmęczyłem, szedłem spać. Kiedy zgłodniałem, jadłem. Kiedy musiałem pójść do… no wie pani… to szedłem.          

Tekst powyżej jest cytatem z jednego z moich ulubionych filmów, czyli powszechnie (mam nadzieję) znanego „Forresta Gumpa”. Jeśli jeszcze go nie widziałeś, to serdecznie zachęcam żeby poświęcić odrobinę czasu i na spokojnie obejrzeć to świetne dzieło.

Ale nie chciałbym tutaj pisać recenzji filmowej ani zapisu swoich przeżyć, ten cytat zwyczajnie bardzo mocno wpisuje się w to, co ostatnio „błąka się” po mojej głowie i niejako określa mój sposób patrzenia na wiele rzeczy. Co w nim takiego szczególnego?

Przede wszystkim: prostota. Nie ma tutaj jakiegoś wielkiego patetyzowania rzeczywistości a najzwyklejsze przeżywanie jej z radością. Bo jeśli naprawdę wierzymy, że Chrystus zstąpił do nas na ziemię, stał się człowiekiem, żył jak jeden z nas a następnie odkupił cały świat poprzez swoją śmierć i zmartwychwstanie, to wtedy nie będzie już w naszym życiu sfery profanum. Bo skoro On „jest z nami przez wszystkie dni aż do skończenia świata”, to jest wszędzie. Bez wyjątków.

… bez tego, co wysokie i szlachetne, to, co proste i pospolite, jest całkowicie nędzne; a bez tego, co proste i zwykłe, to, co szlachetne i heroiczne, nie ma znaczenia.

Moim zdaniem dużej liczbie ludzi, a na pewno mnie samemu, często brakuje właśnie takiego spojrzenia. Wciąż szukamy wielkich znaków, przeżyć, ogromnych emocjonalnych doświadczeń, nieustannie wypatrujemy jakichś ponad naturalnych cudów i przez to uciekamy w świat niespełnionych marzeń i własnych „wielkich planów na życie”, które zwykle rodzą jedynie frustrację.  Zamiast otworzyć oczy i po prostu z uważnością „chłonąć” otaczający nas świat i każdy dzień toczącego się życia zamykamy się w takiej „bańce”, przez co jesteśmy w wielu miejscach i momentach, ale nie tam gdzie powinniśmy być, czyli tu i teraz.

Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne… Tylko dziś jest twoje. – Jan Paweł II

A to właśnie obecna chwila, to konkretne miejsce i rzeczywistość, w której się znajduje jest dla mnie szansą na spotkanie z Bogiem i wielkim darem, który powinienem wykorzystać jak najlepiej.

Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie 

W jaki sposób? W pełni się angażując. We wszystko. Jeśli przykładowo pracuję, to niech będę cały w tej pracy, jeśli odpoczywam to dobrze byłoby wejść całemu w odpoczynek a nie myśląc wciąż o pracy. Jeśli z kimś rozmawiam, to niech będę cały dla tej osoby, będąc z nią nie tylko ciałem, ale także uwagą i myślami. I tak można wymieniać określone sytuacje w nieskończoność. Nie chodzi jednak o podręcznik „jak żyć?”, ale o konkretną postawę serca. Ojcowie Pustyni nazywali ją konkretnym słowem:  νῆψις (nepsis) czyli „czujność lub trzeźwość”. Sens polega na tym, aby wejść w rzeczywistość taką, jaka jest naprawdę, a nie w tylko w świat naszych marzeń. Bo tylko w prawdziwej rzeczywistości możemy spotkać prawdziwego Boga, takim, jakim jest, a nie takim, jakiego obraz stworzyliśmy sobie sami w głowie. Tylko ten pierwszy jest realny, i to On chce wejść z nami w prawdziwą relację.

Chwałą Boga jest człowiek żyjący.

Może warto dziś najzwyczajniej zobaczyć swoje życie bez tej całej pięknej marzycielskiej otoczki, takie, jakie jest ono naprawdę? Wyjść na spacer, wziąć w płuca głęboki wdech, ucieszyć się tym, co jest dookoła? Może warto ucieszyć się w końcu obecnością drugiego człowieka i być cały dla niego?  Bo miłość jest realna, nie opiera się na marzeniach, ale na faktach, na życiu, Twoim i moim. A Bóg jest Miłością.

Każdy człowiek został wezwany do tego, by być kimś; musi on jednak zrozumieć dobrze, że aby zrealizować swoje powołanie może być tylko jedną osobą: sobą.                – T. Merton.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: