Spotkanie o poranku

Jest 5:30 rano. Za oknem  mroczne światło latarni przebijające się ponad klasztornym murem. W drugim końcu mojej celi dzwoni budzik, przecieram oczy i wstaję. „Poranne rytuały” – tunika, pas, szkaplerz, kaptur, kapa i drugi kaptur – habit w komplecie, jeszcze tylko świeczka w dłoń i można iść. Przekręcam klucz w zamku, zakładam kaptur na głowę i po kilku minutach jestem już w bazylice.

  Nieco zaspany biorę krzesło i siadam w prezbiterium.  Po dłuższej chwili orientuję się, że roraty są jednak o 6:30,  jestem więc pół godziny za wcześnie. Wyciągam różaniec i czekam. Świątynia powoli zapełnia się ludźmi, w kaplicy Matki Bożej trwają Godzinki. Po chwili dołączają do mnie moi bracia i jak te „Pańskie psy” siadamy „w stadzie”. Światło gaśnie. Rozpoczyna się pieśń na wejście.

Rorate caeli desuper et nubes pluant justum…

(Spuśćcie rosę niebiosa i obłoki niech wyleją sprawiedliwego) 

 Chociaż słyszałem tę antyfonę dziesiątki razy, choć w Adwencie śpiewamy ją wielokrotnie podczas gregoriańskich nieszporów, to za każdym razem, gdy padają te słowa, coś chwyta za serce i zwyczajnie ogarnia mnie wzruszenie. Coraz mocniej zdaję sobie sprawę z faktu, że Syjon i Jerozolima to obrazy mojego serca i duszy, zresztą ten motyw przewija się nieustannie przez całe Pismo Święte. Gdy dociera to do mnie, po raz kolejny,  z całym Kościołem wołam, ile tylko sił mi starczy: Ześlij Panie Zbawiciela i odbuduj mury Jeruzalem, odbuduj moje serce.

Bazylika jest wypełniona. Na ołtarzu stoi zapalony siedmioramienny świecznik, ludzie trzymają w dłoniach świece i są to jedne z niewielu źródeł światła w kościele. I właśnie to światło, które trzymam w dłoni, prosta woskowa świeczka, pokazuje mi, że On nie jest „gdzieś tam” w oddali, za horyzontem, i że nie chodzi tylko o to, abym czekał na Niego dokładnie 25 grudnia, (chociaż to także jest ważne). Dzięki niej dostrzegam, że Chrystus jest bliżej mnie niż mogłoby mi się to wydawać. Dostrzegam, że On zawsze był i jest nieustannie światłem  mojego życia, mimo że nieraz próbowałem iść z zamkniętymi oczami.

Czego uczą mnie roraty? Żebym nigdy nie bał się wołać do Pana, całym sobą, z głębi duszy, aż otworzy się niebo, a w ziemi mojego serca narodzi się Zbawiciel. I tego życzę także Tobie.   

Wznoś okrzyki i wołaj z radości, mieszkanko Syjonu, bo wielki jest pośród ciebie Święty Izraela (Iz 12,6)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: